Wywiad z Katarzyną Kostrzewą,

laureatką ogólnopolskiego konkursu historycznego

"Losy żołnierza i dzieje oręża polskiego".

 

GALERIA ZDJĘĆ - DROGA KASI PO LAURY

http://gimbelsk.republika.pl

 

 

 
 

 

Podczas testu w Muzeum Wojska Polskiego.

 

Kasia odbiera jedną z licznych nagród.
 
Przed złożeniem kwiatów na Grobie Nieznanego Żołnierza.

 

 

Ceremonia wręczania nagród w Zamku Królewskim w Warszawie
 

Pamiątkowe zdjęcie w gronie finalistów.

 

*

 Dziewiąta na 78000 osób w Polsce. To osiągnięcie Katarzyny Kostrzewy, uczennicy Publicznego Gimnazjum w Belsku Dużym.

Dzisiaj będziemy rozmawiać o tym, jak dążyła do wyznaczonego celu.

 

-         Jak zaczęła się Twoja przygoda z konkursem?

-         O konkursie dowiedziałam się już we wrześniu, od nauczyciela historii, pana Wójcika. Na początku nie pałałam chęcią uczestnictwa, gdyż zajęta byłam innymi olimpiadami, ale w końcu się zdecydowałam.

-         Czy konkurs nie przeszkadzał Ci w szkolnych obowiązkach?

-         Bywały chwile kiedy miałam tego dosyć i nie dawałam sobie rady.  I wtedy pojawił się ON!!! ( śmiech Kasi ). A tak na poważnie, wszyscy ode mnie wymagali, bo wiedzieli, że Kasia nie odmówi. Czasem miałam wrażenie, że uważa się mnie za robota, który ze wszystkim sobie poradzi. Najgorsze były olimpiady. Nauczyciele niby nie mówią wprost, że musisz w nich uczestniczyć, ale ...  

-         Ile czasu poświęcałaś „dziobaniu” ( uczeniu się)?

-         Dziobałam, dziobałam i wydziobać nie mogłam. Pożądałam jej, chodziła za mną co dzień, co noc ...Nauka oczywiście!

-         Jakie były kolejne etapy konkursu, przez które musiałaś przebrnąć?

-         I etap ( do którego zbyt się nie przykładałam ) odbył się w szkole. Przeszłam go pomyślnie. Do Radomia ( II etap ), pojechałam z Karoliną Kumór i Bartkiem Załęskim. Pamiętam, że przed pisaniem testu miałam świetny humor, zaczęłam się śmiać i powtarzać tekst „Bogurodzicy”. A dzień wcześniej ściskały mnie nerwy. Czułam się przez nie kąsana. Ale jednak z tego testu zdobyłam 96 na 97 możliwych punktów, co wydawało mi się nieprawdopodobne.  Kolejny etap odbył się w Warszawie, dokąd pojechałam jako jedyna z naszego Gimnazjum, z panem Wójcikiem ... oczywiście .  

-         Co czułaś, gdy dowiedziałaś się, że przeszłaś do najważniejszego etapu?

-         Do dziś pamiętam tę chwilę, miałam matmę, do klasy wszedł pan Wójcik. Był podejrzanie zadowolony, wtedy ktoś krzyknął „ Kaśka przeszła!”, a pan Wójcik szybko to potwierdził.

-         I co było dalej?

-         W klasie zapanowała dzika radość. Ja, nie myśląc, co robię, wstałam i zaczęłam wrzeszczeć i dusić koleżankę siedzącą obok. Ta wiadomość wydała mi się nierealna. Byłam tak szczęśliwa, że cały dzień skakałam, śpiewałam, tańczyłam ( chociaż nie umiem ;-] ). Chciałam ze wszystkimi podzielić się tą fantastyczną wiadomością.  

-         Sala balowa w Pałacu Królewskim w Warszawie, ważne osobistości... Czy czułaś się skrępowana w gronie tych ludzi?      

-         Nie. Dla mnie była to wielka przygoda, której nigdy nie zapomnę. Kiedy usłyszałam swoje nazwisko, było to niesamowite przeżycie. Czułam wtedy dumę, radość i niedowierzanie.

-         Co wydarzyło się podczas tych trzech dni, które spędziłaś w Warszawie?

-         Hmmm... Wiele rzeczy - poznałam mnóstwo ciekawych ludzi z całej Polski. Szczególnie zaprzyjaźniłam się z Olą z okolic Opola i Renatą spod granicy białoruskiej, które gorąco pozdrawiam.

-         Zakochałaś się?

-         Chyba bym nie zdążyła, ( śmiech) ale koledzy byli całkiem, całkiem…   

-         Co dał Ci ten konkurs?

-         Największą nagrodą było dla mnie zwolnienie z części humanistycznej egzaminu,     a także z klasówek z historii ;-). Poza tym przeżyłam niezwykłą przygodę podczas trzech dni spędzonych w Warszawie, które były dla mnie jak wycieczka. Dzięki temu konkursowi łatwiej jest dostać się do wymarzonej szkoły.

-         Śmieszne anegdoty towarzyszą prawie każdemu wyjazdowi. Jakie przytrafiły się Tobie?

-         Już w Radomiu bieg po wyniki skończył się wywinięciem klasycznego orła. Padając do stóp pani z komisji, rozbawiłam wszystkich uczestników. Ale nie tylko to było zabawne. Szukając zaginionego telefonu koleżanki, napotkałyśmy półnagiego dyrektora konkursu;-) Następnie, chcąc umilić sobie długie nieprzespane noce w hotelu, zbieraliśmy się w pokojach przy zgaszonym świetle i opowiadaliśmy niesamowite historie. Nawet dzień przed rozdaniem nagród zamiast odpoczywać chodziłyśmy po całym hotelu w poszukiwaniu żelazka, co było tylko pretekstem do znalezienia miłego towarzystwa.

-    Dziękujemy za rozmowę. Życzymy Ci realizacji marzeń. I leniwych wakacji! Zasłużyłaś na nie.   

 

Wywiad przeprowadziły: Marta Dudzińska, Kasia Zając  i Wiola Wiewiór

Sukcesy               Wywiady             Strona tytułowa