"Mój optymizm mi pomaga,

zawsze wierzę, że będzie dobrze".

 

Wywiad z Panią Dyrektor, Janiną Pawełek.

 

 

 

-         Czy mogłaby Pani opowiedzieć nam o początkach belskiego gimnazjum, o jego powstaniu? Czy było trudno?

-         Nie, nie było trudno. Byłam jeszcze dyrektorem szkoły podstawowej, kiedy zapadła decyzja o utworzeniu jednego gimnazjum w gminie. Jedyna trudność polegała na tym, że nie mieliśmy oddzielnej szkoły - zajmowaliśmy budynek wspólnie ze szkołą podstawową. Sama organizacja nie sprawiała najmniejszej trudności. Pierwszy rocznik liczył 79 uczniów, była to maleńka szkoła.

-         To Pani zapoczątkowała kulturę naszego stroju, którym reprezentujemy szkołę. Co natchnęło Panią do takiego pomysłu?

-         W trakcie tworzenia tej reformy słowo GIMNAZJUM brzmiało bardzo dumnie. Właściwie nie wiem, skąd mi to przyszło do głowy, ale wydawało mi się, że to jest ważny etap w życiu. Będąc w tych strojach wyróżniacie się i maszerując wyglądacie pięknie. Jedyny problem polegał na tym, że nie było gdzie tych tog uszyć. Dzwoniłam do szkoły w Niepokalanowie, niestety oni szyli tylko mundurki dla swoich uczennic; dzwoniłam również do Teatru Wielkiego w Warszawie, bo dowiedziałam się, że oni mogliby uszyć, jednak cały strój kosztowałby 500zł. Taka cena w ogóle nie wchodziła w grę. Przypadkowo jedna z mam podsunęła mi pomysł, aby skontaktować się z Technikum Odzieżowym w Radomiu,. Pojechaliśmy tam z rodzicami, rozmawialiśmy, wybraliśmy wzór i ta szkoła szyła nam togi i birety przez pierwszy okres gimnazjum za cenę ok. 100zł. Po raz pierwszy w strojach wystąpiliśmy na Dzień Gimnazjalisty, 18. maja 2000r.

-         Jest Pani romantyczką. Co jest Pani mottem życiowym?

-         Tak, jestem romantyczką, humanistką i nieustannie wierzę w człowieka. A motto życiowe przywołuję z Marii Dąbrowskiej „ Przetaczanie się słońca nad światem czyni niepotrzebnym inne szczęście, wystarczy, aby człowiek pobłogosławił najtwardsze godziny bytu. ”  Mój optymizm mi pomaga, zawsze wierzę, że będzie dobrze.

-         Jak zmieniła się młodzież od czasu, gdy rozpoczęła Pani pracę w szkolnictwie? Od osób z  pokolenia naszych rodziców często można usłyszeć, że staliśmy się irytująco nieznośni. Czy to prawda?

-         Nie widzę jeszcze takiej wielkiej różnicy, na przestrzeni 28 lat, bo tyle pracuję. Sądzę, że jeżeli młodzieży poświęca się dużo czasu, chce się z nią rozmawiać i słuchać, co młodzież ma do powiedzenia, są to normalne czasy jak każde inne, zawsze starsze pokolenie narzeka na młodsze, ale ja nie mam do was zastrzeżeń.

-         Czy zdarza się Pani – w odniesieniu do młodzieży sprzed dwudziestu lat – mówić z rozrzewnieniem : „ Za moich czasów ...”  ?

-         No właśnie nie, to chyba jest fenomen,  ja nie mówię: "za moich czasów", to też są moje czasy. Chyba, że jest mowa o czasach, gdy chodziłam do szkoły podstawowej. A z rozrzewnieniem zawsze mogą wracać do przeszłości.

-         Z jakimi problemami, jako dyrektor, musi się musi się Pani borykać?

-         Z takimi jak inni dyrektorzy - organizacyjnymi, kadrowymi, muszę współpracować z urzędem gminy, radą gminy, kuratorium, ale to wszystko jest do pokonania. Największe problemy były na początku, zwłaszcza w trzecim roku  istnienia naszego gimnazjum, gdy dzieliliśmy budynek ze szkołą podstawową.

-         Przemówienia, powitania – to codzienność w życiu Dyrektora. Czy kiedykolwiek odczuwała Pani tremę związaną z publicznymi występami?

-         Tak, pomimo, że publicznie występuję wiele lat, jest to odpowiedzialność za słowo.

-         Wielu nauczycieli ma przydomki, nadane im przez uczniów. Czy zna Pani swój?

-         Nie znam, słyszałam, że mówią o mnie Pawełkowa. (śmiech)

-         Pani przydomek wskazuje na szacunek i sympatię, jaką darzą Panią inni uczniowie.  To „Wielka Janina”. Podoba się Pani?

-         Bardzo mi się podoba, to jest zaszczytne, tylko nie wiem dlaczego Wielka, może wielka duchem. Naprawdę jestem zdziwiona.

-         W zeszłym roku otrzymała Pani Nagrodę Ministra. Nie każdemu przypada w udziale taki zaszczyt. Czy może Pani opowiedzieć naszym Czytelnikom coś więcej o samej nagrodzie i ceremonii wręczania jej?

-         W ubiegłym roku w Dniu Nauczyciela, otrzymałam Nagrodę Ministra I stopnia w wysokości 7000zł.  To było dla mnie wielkie przeżycie, zawdzięczam tę nagrodę Radzie Pedagogicznej, Panu Wójtowi. Sama ceremonia (w budynku Urzędu Wojewódzkiego w Radomiu) była bardzo uroczysta . Spodziewałam się, że otrzymam nagrodę ministra, ale nawet nie marzyłam o nagrodzie I stopnia, uważałam, że jestem jeszcze za młoda, że ktoś, kto pracuje 40 lat może otrzymać taką nagrodę.

-         Wiemy, że w obecnej Radzie Pedagogicznej są Pani uczniowie. Czy to Pani osobowość miała wpływ na ich decyzję o wyborze zawodu?

-         Z pewnością wy potraficie ocenić moją osobowość, ale jestem dumna z tego, że siedmioro moich wychowanków teraz ze mną pracuje. Kluczem do każdego sukcesu  jest żar, "kto chce zapalać musi sam płonąć". Oczywiście na decyzję moich wychowanków miała wpływ ich bogata osobowość.

-         Jakie to uczucie - kiedy po latach uczeń staje się partnerem w pracy?

-         Piękne uczucie, nasze więzi są bardzo serdeczne, bardzo się cieszę, że mogę w jakiś sposób ukierunkowywać moich dawnych, teraz już dorosłych, uczniów. Jestem dumna, że nadal mogę im pomagać  moim doświadczeniem w rozwiązywaniu problemów.

-         Czy miała Pani kiedyś chwilę zwątpienia, moment w życiu, w którym chciała Pani powiedzieć NIE,  rzucić wszystko i zająć się czymś innym?

-         Na pewno zdarzają się chwile słabości i załamania, bo tak już w życiu jest. Najgorzej było w trzecim roku pracy w gimnazjum,  ale zawsze najbardziej wspierali  mnie uczniowie i oni dawali mi siłę. Taka jest zresztą moja dewiza życiowa: nie poddawać się.

-         Wszyscy wiemy, że wychowała się Pani na pięknej Ziemi Kieleckiej. Co wspomina Pani najchętniej z czasów beztroskiego dzieciństwa?

-         Wychowałam się na pięknej Ziemi Świętokrzyskiej, między Opatowem a Sandomierzem. Wspominam dom rodzinny, dom mojej babci, ciepło domowego ogniska, miłość, którą otrzymałam - bo to ona dała mi siłę na całe życie , i rodzina, w której istniały bardzo mocne więzy. Właśnie to mnie ukształtowało.

-         Kocha Pani literaturę. Czy dlatego wybrała Pani zawód nauczyciela?

-         Bez wątpienia kocham poezję, literaturę, przyrodę i kocham to, co robię, mój zawód to moja pasja. 

      -     Dziękujemy, że poświęciła nam Pani swój cenny czas. Życzymy Pani dalszych sukcesów w życiu zawodowym i prywatnym. 

 

Nasza Pani Dyrektor często powraca na ścieżki, które ukochała w dzieciństwie.

*

Wywiad przeprowadziły:

Wioleta Wiewiór, Katarzyna Zając, Marta Dudzińska, Daria Sańpruch    

Wywiad spisała i zredagowała:

Wioleta Wiewiór

 

Strona tytułowa      Wywiady