Klasy trzecie w Katyniu

 

26 - 30 kwietnia 2009

 

 

Niezapomniana, wzruszająca wyprawa do miejsc uświęconych krwią Polaków pomordowanych na Wschodzie mogła się odbyć dzięki ogromnej  życzliwości i hojności Rady Gminy w Belsku Dużym oraz Banku Spółdzielczego w Belsku Dużym i Zakładów Ferrero w Belsku Dużym.

* * *

KATYŃ I SZLAK MICKIEWICZOWSKI

 

         Wyjazd z Belska w niedzielny poranek 26 kwietnia z parkingu przed szkołą. Towarzyszą nam przemili pracownicy warszawskiego biura podróży „Raytan” – panie Czesława Orłowska i Irena Łankiewicz oraz dwaj panowie kierowcy. Rutynowa policyjna kontrola autokaru i wyruszamy na trasę naszej wędrówki – pielgrzymki. Przed nami wiele setek kilometrów wiosennej podróży na wschód. Do Katynia, gdzie zgodnie z intencją naszego Patrona złożymy hołd pomordowanym polskim oficerom.

             Docieramy do granicy. Najpierw Terespol, potem Brześć – brama Polesia – krainy lasów, łąk i moczarów w niewielkim tylko stopniu skażonej postępem cywilizacyjnym. Przejście graniczne pochłania sporo czasu – opuszczamy kraje unijne, a białoruska straż graniczna do swoich obowiązków przykłada się rzetelnie.

            W Brześciu zatrzymujemy się przy kościele Podwyższenia Krzyża Świętego, ksiądz Jerzy Król odprawia niedzielną Mszę Świętą. Przypomina nam o poświęceniu aż do ofiary życia Tych, których śladami prowadzi nasza pielgrzymka. Na zewnątrz, na bocznej ścianie kościoła tablica epitafijna - ślad dramatycznych polskich losów ubiegłego stulecia. Ku czci i na pamiątkę tragicznie zmarłych rodziców ufundowały ją dzieci państwa Jankowskich. On „ słuchał obowiązku i sumienia, zmarł na stanowisku” w roku 1915, ona – wzorowa matka, żona i obywatelka „ tragicznie zakończyła życie” w 1920 w Winnicy.

       Opuszczamy Brześć i jedziemy przez kraj lat dziecinnych naszych wielkich rodaków – Tadeusza Rejtana, Tadeusza Kościuszki, Juliana Ursyna Niemcewicza. Mereczowszczyzna. Nie opodal zrujnowanego, jednak z niewątpliwymi śladami dawnej urody neogotyckiego pałacu Pusłowskich, przy niewielkim, malowniczym jeziorku, drewniana rekonstrukcja dworu Kościuszków, obecnie muzeum. Tu w 1746 roku po raz pierwszy ujrzał światło dzienne bohater dwóch kontynentów. Tadeusz spędził tu, z przerwą na lata nauki szkolnej, pierwszych kilkanaście lat swego dzieciństwa, aż do śmierci ojca, po której przeniósł się wraz z matką do rodzinnego majątku Kościuszków – Siechnowicz.

        Radziwiłłowski Nieśwież wita nas słoneczną, prawie letnią pogodą. W starym parku kobierzec kwitnących zawilców. Zamek, choć w trakcie remontu, imponujący, robi wrażenie królewskiej prawie siedziby. Na dziedzińcu magnackiej rezydencji błękitne płachty z nazwą prowadzącej prace remontowe firmy – odznaczonej Ordienom Oktiabrskoj Riewolucji. To nie jedyny paradoks. Na tle ufundowanego przez Mikołaja Sierotkę Radziwiłła kościoła pomnik arianina Szymona Budnego. Nasz rodak, Piotr Skarga, który protestantów Sierotkę i jego trzech synów nawrócił na katolicyzm, zawrzałby pewnie z oburzenia. W tymże Nieświeżu cudny barokowy żeński klasztor za czasów sowieckich prawie zupełnie zdewastowany. W licznych kioskach z pamiątkami zupełnie brak polskojęzycznych wydawnictw i folderów. Stuleci wspólnej historii jeszcze tu do końca chyba nie przebolano.

          We wszystkich większych miejscowościach na trasie jak widmo niedalekiej przeszłości towarzyszą nam pomniki Lenina.

                    Podróżujemy w dniach święta białoruskich Dziadów, przypada ono w 9 dni po prawosławnej Wielkanocy. Na mijanych cmentarzach krzątający się wokół grobów ludzie, zapalone światełka. Do dziś tradycyjnie na grobach zastawia się także poczęstunek dla zmarłych. Poniedziałek to niejako przygotowanie, punkty kulminacyjne tego święta i naszej pielgrzymki zbiegają się we wtorek 28.IV, kiedy i my będziemy na grobach – w katyńskim lesie.

       Po drodze do wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO zamku w Mirze mijamy Korelicze. To nie ostatnia z miejscowości na trasie, których nazwy przywodzą na myśl świat „ Pana Tadeusza”. Nazwa Mir wiązana jest z pokojem, zgodą, tak potrzebnymi na ziemi, na której przez stulecia przyszło współistnieć wyznaniom i nacjom tak różnym, jak Białorusini, Rusini i Polacy, Tatarzy , Cyganie i Żydzi, katolicy, prawosławni i protestanci. Niedaleko zamku, na rynku miasteczka, gdzie niektóre domy całkiem niedawno poddane zostały renowacji, kościół Świętego Michała, kompletnie zdewastowany, obecnie w trakcie prowadzenia prac remontowych. Opuszczamy Mir i udajemy się w kierunku na Smoleńsk – drugą noc w naszej podróży spędzimy na terytorium Rosji.

         28.IV prawosławne Święto Zmarłych. Z hotelu pod Smoleńskiem wyruszamy w kierunku najważniejszego celu naszej podróży – uroczyska Kozie Góry w podsmoleńskim lesie – grobów oficerów polskich w Katyniu. Ponad 4000 oficerów, dwóch generałów – Smorawiński i Bohaterewicz – koledzy i towarzysze broni naszego Patrona, kapelana Rodzin Katyńskich księdza Zdzisława Jastrzębiec Peszkowskiego. W drodze ze Smoleńska do Katynia, po krótkim wprowadzeniu pani przewodniczki, w autokarze zapada idealna cisza. Dzieciaki zachowują milczenie nie tylko w ciągu tych kilkunastu kilometrów podróży, ale i przez kolejne ponad dwie godziny pobytu na terenie cmentarza. Jesteśmy dumni z naszej młodzieży, której poważne, wzruszone, zamyślone buzie świadczą o głębokim przeżyciu, które stało się tutaj ich udziałem. Składamy przywiezione wieńce, światła – czerwone i białe ustawiamy w kształt krzyża. Ksiądz Jerzy odprawia Mszę Świętą. Gimnazjaliści służą do mszy, uczestniczą w obrzędach, wypowiadają słowa modlitwy powszechnej z głębokim przejęciem i w skupieniu. W trakcie przygotowań do mszy niespodzianka. Nadchodzi delegacja harcerzy z Borkowic, zatem podobnie jak my z ziemi radomskiej. Oni również w maju obchodzić będą pierwszą rocznicę nadania imienia szkole. Ich patronem jest jeden z poległych w Katyniu oficerów – Janusz Łącki, w okresie przedwojennym niezwykle zasłużony dla miejscowości, z której przybywają. Sztandar z wizerunkiem Matki Bożej Katyńskiej zajmuje miejsce w pobliżu ołtarza, tuż przy naszym sztandarze, z którego spogląda zamyślona twarz księdza Peszkowskiego. Po mszy padają słowa poezji wygłaszane przez naszych uczniów: „ W dalekiej stronie, w zielonym smoleńskim lesie, polskie mogiły, polskie mundury, polskie krzyże na nieżywych piersiach…” Wtóruje im szum katyńskich drzew.  Głos zabiera przewodniczący Rady Gminy, pan Jarosław Katana. Życzliwości gminy zawdzięczamy możliwość przyjazdu w to wyjątkowe miejsce. Po uroczystości obchodzimy teren cmentarza. Na betonowym obwałowaniu metalowe tabliczki z nazwiskami poległych. Odnajdujemy tych z naszych rodzinnych stron – porucznika Henryka Trojanowskiego – przed wojną nauczyciela w Bodzewie i Antoniego Orzechowskiego – lekarza z Mogielnicy.  Przed powrotem do autokaru wchodzimy na chwilę do niewielkiego muzeum.

            Smoleńsk zachwyca błękitną sylwetką i złotymi kopułami Soboru Uspieńskiego na szczycie wzgórza. Bogate wyposażenie wnętrza, dwa piękne wizerunki Matki Boskiej – Smoleńskiej i Kazańskiej.  Po prawej stronie od wejścia przykuwa naszą uwagę tablica pamiątkowa z czarnego marmuru ufundowana ku czci obrońców Smoleńska przed Polakami w latach 1609-1611. Na placu u stóp wzniesienia pręży się dumnie na pomniku sylwetka nie byle kogo, bo samego generała Kutuzowa, pogromcy Napoleona z 1812 roku. Miasto posiada także pomnik zwycięstwa nad Napoleonem. Nieco zdziwieni widzimy, że nasz niechlubnej pamięci rodak Feliks Dzierżyński, którego z entuzjazmem eksmitowaliśmy z placu Bankowego w Warszawie, w centrum Smoleńska ma nadal swoją ulicę. Mieści się przy niej gmach – niegdyś siedziba NKWD, w którego podziemiach rozstrzeliwano polskich kapelanów, a ich zwłoki przewożono następnie do mogił w katyńskim lesie.

           Po opuszczeniu Smoleńska odwiedzamy jeszcze Gniezdowo. W pamięci pojawiają się wyczytane gdzieś, czy zasłyszane słowa: „ Wysadzają nas na maleńkiej stacyjce kolejowej Gniezdowo. Co z nami będzie? Tu przeładowywano jeńców z wagonów kolejowych na samochody ciężarowe, które powiozły Ich w ostatnią już drogę, w stronę miejsca kaźni.

           Wracamy na Białoruś. Do Chagallowskiego Witebska wjeżdżamy przez blokowiska, o których walorach malarskich i estetycznych lepiej nie wspominać. Stare średniowieczne jeszcze miasto w znacznym stopniu zeszpecone jest przez architekturę ostatnich lat kilkudziesięciu. Na szczycie jednego z budynków – architektonicznych koszmarków widnieje napis: Podwig sowietskowo naroda biessmiertien. Urokliwe świątynie jako pierwsze rozpraszają nie najlepsze wrażenie. Po prawo ulicy Lenina kopułki cerkwi, dalej na podwyższeniu terenu wysmukłe wieżyczki pobazyliańskiej świątyni – miejsca męczeństwa Ojca Jozafata Kuncewicza. Nie opodal nad ulicą w radosnych barwach utrzymany transparent: 9 maja – dzień pobiedy. Odwiedzamy miejsca związane z dzieciństwem i młodością Chagalla, podziwiamy dwa świetnie oddające poetycko – symboliczny klimat jego malarstwa pomniki. Nocujemy w położonej malowniczo w lesie nad jeziorem bazie Krupienino.

           Czwarty dzień podróży. Przed nami stolica Białorusi – Mińsk, a potem już szlak mickiewiczowski – Nowogródek, Świteź, Zaosie. Przejeżdżamy przez Korelicze, gdzie w muzeum krajoznawczym znajdują się pamiątki związane z najbliższymi przyjaciółmi Mickiewicza – Janem Czeczotem i Ignacym Domeyką. Niedaleko stąd, we wsi Niedźwiadek Domeyko, późniejszy emigrant i bohater narodowy Chile się urodził.

             Nowogródek. Dom – Muzeum Adama Mickiewicza. Rzut oka na dawny kościół i klasztor dominikanów. W jego gmachu znajdowała się prowadzona przez zakonników szkoła, której uczniami byli bracia Mickiewiczowie jak również Jan Czeczot. Jego to imieniny, już za czasów wileńskich uczcił młody Adam wierszowanym, inkrustowanym typowo sztubackim dowcipem wspomnieniem z dzieciństwa:

„Prócz nas jakie trząść szkołą ważyły się śmiałki?

Kto przed nami piątklasów słał woźnym pod pałki?

Kto oprócz ciebie, Janie, oprócz mnie, Adamie

Przeciw białokapturnym silne stawił ramię?”

Idziemy do kościoła farnego, gdzie 12 lutego 1799 roku ochrzczono nowonarodzonego syna państwa Mikołaja i Barbary Mickiewiczów, nadając mu imiona Adam ( urodził się 24 grudnia) i Bernard ( imię ojca chrzestnego) W świątyni znajduje się cudowny wizerunek Matki Boskiej Nowogródzkiej, przed którym według rodzinnej tradycji mały Adaś, uległszy nieszczęśliwemu wypadkowi, odzyskał siły i zdrowie. Groby rodziców Poety znajdowały się ponoć na nieistniejącym już, przykościelnym cmentarzu. Kilkaset lat wcześniej w tym samym kościele odbył się ślub Władysława Jagiełły z młodziutką Sonką Holszańską. Gdyby nie to wydarzenie, nie byłoby dynastii Jagiellonów,  ze związku tego przychodzi bowiem  na świat dwóch długo oczekiwanych królewskich synów – Władysław i Kazimierz. Młodziutka siostrzyczka opowiada nam o dziejach kościoła i o męczeńskiej śmierci 11 rozstrzelanych przez hitlerowskich oprawców i beatyfikowanych przez Jana Pawła II  Nazaretanek z Nowogródka. Pod nowogródzkim pomnikiem Poety jeden z uczniów przypomina nam słowa inwokacji z „Pana Tadeusza, potem ochoczo wdrapujemy się na kopiec Mickiewicza i odwiedzamy wzgórze z ruinami zamku, nieodparcie przywodzącymi na myśl słowa z „ Grażyny”: „ Zamek na barkach nowogródzkiej góry od miesięcznego brał pozłotę blasku…” Księżyca jeszcze nie widać, za to ze wzgórza zamkowego możemy podziwiać przepiękną panoramę okolic Nowogródka w promieniach zachodzącego słońca.

             W kierunku jeziora Świteź udajemy się z nadzieją, że dostąpimy niecodziennego widoku:

„ Woda się dotąd burzy i pieni,

Dotąd przy świetle księżyca

Snuje się para znikomych cieni,

Jest to z młodzieńcem dziewica.”

Wszak pokuta strzelca nie dobiegła jeszcze końca, skoro miała trwać tysiąc lat. Jezioro otoczone ścianą lasu, o wodzie tak czystej, że widać przybrzeżną warstwę bielutkiego piasku. Strzelec pokutnik musiał się chyba dokądś ewakuować, bo w otoczeniu jeziora pełno butelek po alkoholu i śmieci, niektóre pływają nawet po tafli wody. Na pomoście w wysuniętej ku środkowi jeziora metalowej altanie dwie nastoletnie miejscowe „świtezianki” poddają się nikotynowej inhalacji zakrapianej piwkiem. Nie zdążyliśmy jeszcze dobrze się oddalić, gdy butelka po piwku wylądowała z pluskiem w toni jeziora. I jak można pokutować w takich warunkach? Zaiste, dziś, żeby jechać nad jezioro, „trzeba być najśmielszym z ludzi”, szczególnie jeśli żywi się jakieś mickiewiczowskie sentymenty.

            Nowogródek już wcześniej kilkakrotnie odwiedzały grupy wycieczkowe z naszej szkoły, w Zaosiu – domu najwcześniejszych lat dziecinnych poety jesteśmy wszyscy po raz pierwszy. Dokładna rekonstrukcja folwarku według litografii Napoleona Ordy dokonana została stosunkowo niedawno – w 1998 roku. Wita nas i z miejsca przykuwa naszą uwagę pełnym humoru i werwy opowiadaniem o Poecie przesympatyczny pan Anatolij. Nie opodal domu ze szczątków pnia pamiętającej Poetę trzystuletniej lipy wyrastają młode, okryte pąkami gałęzie. Zabieram leżący na ziemi kawałek kory, która odpadła od pnia. Dom, świronek - spichlerz, studnia, zabudowania gospodarcze jak najwierniej odtwarzają stan rzeczy z czasów, gdy mieszkała tu rodzina Mickiewiczów. Dzieciaki są tak zafascynowane opowiadaniem przewodnika, że w Zaosiu zastaje nas noc. Na niebie nad świronkiem rogalik księżyca i gwiezdne konstelacje. Ziemia pod naszymi stopami i niebo nad głowami trwają niezmienione od czasów, gdy Wieszcz oddychał tutejszym powietrzem. Jest dzień po święcie białoruskich Dziadów. Jeden z chłopców przypadkiem opiera się o ścianę w miejscu, gdzie znajduje się wyłącznik Światło gaśnie, widać tylko oświetlający niewielką izdebkę płomyk świecy. Dziwnym zbiegiem okoliczności krótko po tym, jak nasz przewodnik mówi, że ludzkie dusze obecne są w miejscach, z którymi za życia były związane. Magia miejsca działa, opuszczamy Zaosie pod jego urokiem.

             Dom Pielgrzyma Zgromadzenia Werbistów w Baranowiczach wita nas późnym wieczorem intensywnym zapachem czeremchy wokół niewielkiego kościółka. Nocujemy pod dachem, pod którym goszczą biskupi – Kardynał Kazimierz Świątek i biskup Kazimierz Grabowski. Na dole salka z pamiątkami z prowadzonych przez werbistów na innych kontynentach misji. Opiekuje się nami sympatyczny brat Jarek.

              O poranku wyruszamy w drogę powrotną. Po drodze jeszcze krótki postój w Słonimie, którego kościoły mamy okazję podziwiać, spacer na Górkę Petralewską – miejsce egzekucji ponad dwudziestu tysięcy Żydów ze Śłonimia, jak również katolickiego księdza i sióstr zakonnych, którzy tym Żydom pomagali. Przez ziemie będące niegdyś własnością Ogińskich kierujemy się na Brześć i do kraju. Wzbogaceni o niezapomniane przeżycia przekroczymy progi szkoły.

                              Anna Kocewiak

 

 

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Adrian Bojaczuk)

 

(Foto - Monika Krajewska)

 

(Foto - Adrian Bojaczuk)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Adrian Bojaczuk)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Monika Krajewska)

 

(Foto - Adrian Bojaczuk)

 

(Foto - Adrian Bojaczuk)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Adrian Bojaczuk)

 

(Foto - Paweł Augustowski)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Adrian Bojaczuk)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - p.Ewa Augustowska)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Mateusz Grzyb)

 

(Foto - Adrian Bojaczuk)

 

Część druga - kliknij!

 

*

Zapraszamy do obejrzenia filmiku autorstwa Artura Lewandowskiego

*

Zdjęcia z innych miejsc na trasie niezwykłej podróży możecie obejrzeć na stronie z galeriami.

http://gimbelsk.republika.pl/

Strona tytułowa       Imprezy 2008/2009